Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1. You're the stranger I know well..

the best days of our lives

1. You're the stranger I know well..
Alison Beckett od początku wydawała jej się sympatyczną osobą. Tego samego nie potrafiła powiedzieć o jej bracie Williamie. Był rok starszy, umuzykalniony i wszyscy go uwielbiali. Nie wiedziała dlaczego.. Był przecież za wysoki i za chudy. Być może zasłaniała się cechami wyglądu bo mu zazdrościła.. Niby wcale nie podobała jej się ta jego odpowiedzialność, uprzejmość, czy optymizm ale czy ona potrafiłaby taka być? Niemalże idealna? Chyba po prostu bała się porównania dlatego nie chciała sprawdzać, czy on na prawdę jest taki, za jakiego go uważała. Za to Alison była dla niej jak najbardziej w porządku bo .. też zdarzały jej się głupie wyskoki. Bo była jakaś taka bardziej.. ludzka? Od kiedy poznały się na początku wakacji, stały się nierozłączne. Jeśli istniałaby przyjaźń od pierwszego wejrzenia do idealnie pasowałaby do opisu ich sytuacji. Z Williamem praktycznie wcale nie rozmawiała, choć bywała u Beckettów prawie codziennie.
- Widzisz tą grupką obok Willa?- Zapytała Alison, szturchając ją w ramię.
Szły właśnie w stronę auli. Był pierwszy dzień roku szkolnego i za parę minut miało się rozpocząć uroczyste przywitanie.
- Widzę.- Odrzekła Rachel, mimowolnie się krzywiąc.
- Hej, wyluzuj.. Może jednak chcesz go bliżej poznać? Jest w porządku. Większość jego znajomych ma nasrane we łbach, ale da się przeżyć ze względu na parę osób takich jak..
- Nie, dzięki. Lepiej się pospieszmy.
Alison westchnęła, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Nie miała zielonego pojęcia co takiego złego jej przyjaciółka widziała w Williamie. Praktycznie go nie znała, a zachowywała się jakby należał do jakiejś stanowej mafii. Spojrzała na brata. Gdy ją zauważył, pokazała mu zaciśnięte kciuki. Chłopak lada moment miał zaśpiewać dla całego liceum. Uśmiechnął się i krzyknął, że da radę. Tak, tego była absolutnie pewna.
Występ Williama zakończył się gromkimi brawami. Pół sali wstało, krzycząc coś i gwiżdżąc. Alison też. Rachel nie zrobiła tego, nawet nie klasnęła, choć musiała przyznać, że chłopak śpiewa na prawdę świetnie. Cóż z tego, skoro należał do elity. Ludzie z elity nigdy nie byli i nie będą fajni. Tak przynajmniej uważała.
Słońce wisiało wysoko nad horyzontem gdy fala licealistów opuszczała budynek. Żar lał się z nieba, na którym nie było nawet najmniejszej chmurki. Kilku chłopaków z drużyny ściągało krawaty i rozpinało białe koszule, których noszenie najwyraźniej nie leżało w ich naturze. Pewnie, nie ma to jak cuchnące potem ubrania, które czasami potrafili nosić kilka dni.. Dziewczyny z dwunastej klasy nakładały okulary przeciwsłoneczne i głośno się z czegoś śmiały, a kilkoro kujonów rozmawiało z boku zapewne o tym ile nowego materiału zdążyli przerobić w wakacje. Z każdej niemal strony było słychać śmiechy i wrzaski.
- Hej, skoczycie z nami do Starbucks?- Spytał William, który pojawił się nie wiadomo skąd i kiedy.
Rachel musiała zadrzeć głowę by na niego spojrzeć. Alison była niemal tak wysoka jak on więc po prostu przeniosła na niego wzrok w linii prostej. Oczywiście tylko na chwilę, bo potem odczytywała rozpaczliwe prośby odmowy z oczu Rachel.
- To jak?- chłopak ponowił pytanie.
- Yy.. Will, wybacz ale nie możemy. Umówiłyśmy się, że pójdziemy do Centrum Handlowego. Rachel chcialaby dokupić parę rzeczy..
Spojrzał na kasztanowowłosą. Na jego ustach zagościł lekki uśmiech. Wiedział, że dziewczyna za nim nie przepada.
- W porządku.- Wzruszył w końcu ramionami.- To do zobaczenia!- Dodał jeszcze i się oddalił.
Alison poczuła się jak jakaś durna służącą- na każde skinienie wielebnej Rachel.
- Coś nie tak?
- A żebyś wiedziała.- Warknęła Al, która powoli zaczęła tracić cierpliwość.- Jak długo jeszcze będziesz odstawiała ten cyrk, co? William nie jest przestępcą, wampirem, monstrum z kosmosu, ani przywódcą szajki narkomanów! Nie możesz... nie możesz po prostu dać mu szansy? Ja przecież nie jestem ideałem, od których to tak strasznie stronisz.. a chyba widzisz jak świetnie się z nim dogaduję!
- Al..
- Nic nie mów.
Zdenerwowana dziewczyna ruszyła przed siebie szybkim krokiem. Rachel wiedziała, że nic jej nie da pogoń.. gdy Alison była pod wpływem takich emocji, nikt nie mógł do niej dotrzeć. Westchnęła. Zaczęła odczuwać wyrzuty sumienia z powodu swojego głupiego zachowania.
- Wszystko w porządku?- Usłyszała nagle czyjś głos. To był Chase- przysłowiowy chłopak z sąsiedztwa. Lubiła go bo był podobny do niej samej.. Ona zawsze wybierała sobie takich przyjaciół.
- Nie. Al się na mnie wściekła.- Odparła, ruszając wolno przed siebie. Chłopak zrobił to samo.
- Nie bój żaby, przejdzie jej.- Zapewnił, po chwili dodając swoją złotą myśl- dziewczyny. Zawsze to samo.
- Ha-ha, bardzo śmieszne. Nigdy tego nie zrozumiesz.
- No dobra, nie dąsaj się tak bo złapię doła- zaśmiał się.- Chodź, zabierzemy się z moimi starymi do centrum.
Uśmiechnęła się lekko. Chase był niesamowicie pogodny. To była jedna z róźnic między nimi. Rachel wprawdzie nie była przesadnie ponura, ale do wiecznie zadowolonych też nie należała.
W centralnym Chicago było wyjątkowo tłoczno. Ludzie wchodzili i wychodzili ze sklepów, tłoczyli się w kolejkach do bankomatów i w windach, biegli na przystanek autobusowy, wysiadali z samochodów.. i zajmowali prawie całą ich ulubioną kawiarnię. Wbrew pozorom nie było to Starbucks. Z resztą nawet gdyby było Rachel za żadne skarby świata nie weszłaby do niego tamtego dnia. W końcu Beckett był przekonany, że jest w CH razem z Alison. Niestety lokal był położony na przeciwko Starbucks.. Ku swojemu niezadowoleniu, dziewczyna zauważyla Williama. Siedział przy samym oknie, zupełnie jak ona i jej towarzysz.
Gdyby nie ta jego natura młodego boga, Al jakoś przeżyłaby moje zboczenia..- pomyślała, opierając się łokciem o blat stołu i przyglądając się brunetowi.
Chase przeglądał menu. Nie wiedziała po co- i tak za parę sekund zatrzyma się na dwunastej stronie i oznajmi, że weźmie to, co zawsze. Ponownie przeniosła wzrok na Williama. Śmiał się z czegoś, opierając twarz o ręce złożone na stole. Potem podniósł głowę i spojrzał.. prosto na nią. Rachel prędko odwróciła wzrok.
Świetnie. Najpierw się do niego nie odzywam, potem jego siostra oznajmia mu, ze jestem na zakupach, a teraz gapię się jakby mnie trafiła strzała Amora..
- To ja wezmę to, co zawsze.- Powiedział Chase, wyrywając ją z zadumy.- A ty?- Dodał, patrząc na jej nieotwarte menu.
- Dla mnie to samo.
- Myślałem, że nie lubisz lodów pistacjowych z polewą.
- Muszę sprawdzić czym się trujesz.- Wykręciła się, próbując się roześmiać.
Chłopak powiódł wzrokiem do Starbucks i Beckett był najprawdopodobniej pierwszą osobą, która przykuła jego uwagę. Nie skomentował, popatrzył tylko podejrzliwie na przyjaciółkę, poczym udał się w stronę kas. Gdy było tak tłoczno, wołał nie łudzić się, że kelner sam podejdzie.
William i jego znajomi zaczęli zbierać się do wyjścia. Co gorsze, ona i Chase też.
- Ej, czekaj!- Zawołała, pociągając przyjaciela do tyłu.
- Co jest?
- Nic. Mam ochotę na jeszcze jedną gałkę.- Skłamała, wskazując na lody.
- Od kiedy ty tyle jesz?- Zdziwił się chłopak.
- W sumie to masz rację.- Próbowała się wykręcić, gdy zauważyła, że już nie mają szans na spotkanie pierwszego stopnia z panem ideałem i jego szajką.
- Nie no.. skoro chcesz to ci postawię.
- Nie trzeba. Chodźmy już.- Niemal zawołała, tym razem popychając go do przodu.
Dziwnie się zachowuje. Co ją ugryzło? Beckett? Dziewczyny. Zawsze to samo.
- Muszę ją przeprosić, muszę ją przeprosić..- Mówiła sama do siebie Rachel. Sterczała przed domem Beckettów już dobre dziesięć minut. Sama nie wiedziała co tak na prawdę trzymało ją na dworze. Na pewno nie chłodny wiatr.
- No dobra, skoro już tu przyszłam..- Mruknęła, naciskając dzwonek.- Cholerny William. Mógłby nie być taki super hiper. Nie byłoby problemów. Uh, Beckett, doprowadzasz mnie do szału..- Została zmuszona do przerwania monologu bo.. chłopak stanął w drzwiach! Chyba próbował udawać, że niczego nie słyszał ale mu nie wyszło bo aż zwiesił głowę ze śmiechu. Rachel stała na progu bez słowa. Dała by wszystko za możliwość posiadania skrzydeł. Mogłaby szybko stamtąd odlecieć.
- Rachel?
To Alison! Wybawienie!
- Tak, cześć.- Wydukała. Kamień spadł jej z serca.
William na szczęście gdzieś poszedł.
- yy.. Chciałabym cię przeprosić.- Ponowiła.- Zachowywałam się głupio. Nie, żebym teraz powiedziała coś madrego ale..
- W porządku.- Przerwała jej Al. Nawet się uśmiechnęła.- Skoro nie masz zamiaru poznać Willa to..
- Mam.- Oznajmiła kasztanowowłosa.- Kiedyś.
Alison pokręciła głową.
- Wchodź. Chyba nie jest ci zbyt ciepło.
William na szczęście nie napatoczył się po drodze.. Mówiąc 'kiedyś' miała na myśli odległą przyszłość.

Tajowa. 7/01/2009 20:40:11 [Powrót] Komentuj





Niby mieli pomagać, ale ja ich wrobiłam a całosć, taka kara D
Chyba z pięć razy przepisywałam ten odcinek, i wiem,ze i tak nie wyszedł tak jak powinien.
Pozdrawiam :D
Dredzik 29/01/2009 13:13:04
| brak www IP: 195.60.240.11

Zapraszam na nowy post D
Dredzik 28/01/2009 21:14:22
| brak www IP: 195.60.240.11

UUuuu! Fajnie to zaczęłaś :D Przeczytałam dopiero dziś, bo nie chciałam czytać zanim nie napiszę swojego odcinka ^^ Super, super;p Jak daleko jest ta przyszłość, w której ma poznać Willa? ;>
U mnie news na hopeless-dream ;)
tyń 11/01/2009 21:22:24
| brak www IP: 85.222.86.192

KOCHAM CHASE'A!
KOCHAMKOCHAMKOCHAM!
boże, jak ja uwielbiam takich ludzi xD
jest genialny, wiesz?
i niech tak pozostanie xP
Beckett zbyt idealny? to można być zbyt idealnym?
Nie no, mnie też by wkurzał taki człowiek. W gimnazjum miałam taką 'koleżankę', matko bosko, to był armagedon...
Ale dobra, nie o mnie miało być.
Genialnie, superaśnie i zajebistaśnie jak zwykle maj dir xD u mnie 'niewiemkiedy' się pojawi, gdyż iż doszłam dopiero do połowy :P ale może przysiądę wała i coś wydziergam.
A ty tak trzymaj i pisz też nexty do fob-pani, bom spragniona xD
mwah xD
joł joł :*
TragicznaFaja 8/01/2009 18:08:18
| brak www IP: 83.27.205.207

Ta jasne, odległa przyszłosć, a ja jestem papieżem D:D. Nie no odcinek bardzo mi sie podobał. , nie ma to jak niecierpieć brata swojej przyjaciólki.
A co do mojego prologu to jest, znajdziesz go w ostatnich postach na dole, mam szeroką listę D
Pozdrawioam
Dredzik 7/01/2009 23:07:13
| brak www IP: 195.60.240.11

sesese, fajnie, chociaż główna bohaterka wydaje się być nieco... ograniczona :D bez urazy, ale chodzi mi o to, że kogoś nie zna, a go ocenia. Dzieli na grupy i ktoś jest taki, bo usiadł tutaj, nawet nie warto go poznać. Po drugie, jeśli ktoś nie znałby projektu, to... trudno skapnąć się, o co chodzi. wręcz niemożliwe :D nagle zmieniła się akcja, wszystko. No, ale za to chyba polubiłam Chase'a (czy jak się to tam pisało. Miły, zawsze zamawia to samo. I ma konkretne poglądy na temat dziewczyn :D no, czekam na dalszy rozwój wypadków... (ae mi to ładnie wyszłO!)
kurzkurzkurzajajaj 7/01/2009 22:20:29
| brak www IP: 79.185.59.234



Menu

CLEAR BOOK FAV ME

avatar



memories

2011
Sierpień
2009
Kwiecień
Styczeń
2008
Grudzień


links

Inne
Nibyja
Moje
PATD & FOB story
Ross
Ross 2
Główny blog
Last.fm
You Tube
You Tube 2
Fotka
MySpace
YT mojego zespołu xD
MySpace mojego zespołu xD
Kupidela (opowiadanie- grupowy)
The Exit
Madzia
Kazia
Tynka
Zagubiona
Koralkea
FOBMróweczka
Dredzik
happy_end
Taka Jedna


favorite people







Credits

Layout made by Kitty
Don't copy without a permission
Want your own one? Visit Decode
Photos taken from PATD Online